Głównie wyszukane w sieci
poniedziałek, 11 października 2010
Mazagran

Mazagran - to nazwa drinku sporządzonego ze słodzonej kawy z dodatkiem koniaku lub rumu, podawanego schłodzonego, często z kostkami lodu, w wysokiej szklance.

Nazwa "mazagran" wywodzi się od algierskiego miasta Mazagran.

   

[pl.wikipedia.org]

wtorek, 29 czerwca 2010
Alkohole cypryjskie
Ponieważ klimat i gleba wyspy doskonale nadają się do uprawy winorośli, już w starożytności wyrabiano na wyspie wina, których znakomita jakość utrzymała się do dziś dzięki starannie pielęgnowanej tradycji. Degustacja tych trunków to jedna z głównych atrakcji, jakie czekają turystę na Cyprze. Przemysł winiarski koncentruje się w południowej części wyspy, gdzie rynek należy niemalże w całości do czterech wielkich firm: KEO, ETKO, LOEL i SODAP. Oprócz nich działa jednak kilka drobnych wytwórni, które produkują pierwszorzędne wina - przykłady podano poniżej.

Prospekt handlowy Cyprus Trade Centre wymienia blisko 40 gatunków win, sherry i brandy, co stanowi imponujący dorobek dla kraju wielkości Cypru. Trzeba dodać, że listę wciąż uzupełniają nowe pozycje, gdyż w miejscowym przemyśle winiarskim nie ustają badania rozwojowe, a ponadto co jakiś czas wprowadza się nową odmianę winorośli. Degustacja wszystkich gatunków zapewne zwaliłaby z nóg samego Dionizosa, warto więc skorzystać z podanych poniżej wskazówek i spróbować tylko najlepszych gatunków.

Arsinoë to bardzo wytrawne, białe wino ze składów SODAP. LOEL sprzedaje białe, wytrawne Palomino, które wyróżnia się przydymionym kolorem i smakiem. Oba gatunki kupuje się w małych butelkach o pojemności 0,455 l. Współzawodniczy z nimi białe, wytrawne White Lady z zapasów ETKO. Półwytrawne, musujące Bellapais ze składów KEO przypomina portugalskie vinhoverde i jest sprzedawane w dwóch rodzajach: jako białe lub różowe (rosé). Tanie, półwytrawne Afrodhite z magazynów KEO ma smak do przyjęcia i zawartość cukru, która kwalifikuje je jako wino do posiłków, co dotyczy również St Hilarion ze składów LOEL. Słodkie, deserowe Saint Panteleimon, sprzedawane przez KEO, jest zdaniem większości znawców zbyt mocno przesłodzone. Sódha oznacza po prostu wodę sodową, którą rozcieńcza się słodsze gatunki. Rosella z zapasów KEO to bardzo wytrawne, ciemne wino różowe. Ta sama firma produkuje mocne, czerwone Othello, które przypomina cabernet sauvignon. Hermes to napój dla amatorów czerwonych win wytrawnych o ostrym smaku.

Każdy szanujący się winiarz ma na składzie przynajmniej jeden rodzaj czerwonego, deserowego wina Commandaria, spokrewnionego z maderą i wyrabianego od co najmniej dziesięciu stuleci, kiedy to zyskało swoją znaczącą nazwę. Gdy dojrzały wyrób spuszcza się z beczek, zawsze zostawia się na dnie trochę osadu, dzięki czemu Commandaria teoretycznie zachowuje swój oryginalny smak sprzed wielu lat. Wszystkie ważniejsze wytwórnie produkują też wytrawne, półwytrawne i słodkie sherry. Najbardziej znany gatunek to Emva z zapasów ETKO.

We wsiach pogórza Tróödhos sprzedaje się w miarach litrowych i półlitrowych miejscowe wino beczkowe, które często jest równie dobre jak gatunki markowe. W klasztorze Chrysorroyiátissa można dostać znakomite białe, wytrawne wino Áyios Andronicos, a także jasnoczerwone Áyios Elias. Wśród win małych wytwórni wyróżniają się produkowane przez Áyios Amvrosios gatunki Anassa, Ambelidha i wyrób Linos, zwany Cava Rotaki, oraz białe i czerwone Salera z wytwórni Olympus we wsi Ómodhos (to ostatnie bywa lepsze i gorsze).

Inne warte polecenia wina to czerwone i białe Kilani Village z zapasów Ayía Mavri oraz wino ze wsi Ársos produkowane i sprzedawane przez Laona. To ostatnie zawsze należało do najlepszych, ale nie wiadomo, czy utrzyma się jego wysoka jakość, gdyż w 1995 r. wytwórnię wykupiła firma ETKO.

Spośród najnowszych odkryć na rynku warto wymienić dobre białe Lambouri z Plátres oraz różowe Pampella i Alina z rejonu Vouní. Dobrą jakością wyróżnia się większość win z wytwórni Fikardos w Tsádha, lecz są one dostępne wyłącznie w okręgu Páfos. Warto skosztować produkowanego tam bardzo wytrawnego, lecz lekkiego białego Amalthia Xinisteri oraz czerwonych Ravanti i Matare.

Na północy nieliczne uprawy winorośli w górach Kyrenii i na półwyspie Kárpas dostarczają surowca do wyrobu białego i czerwonego wina Aphrodite, ale choć to jedyny miejscowy gatunek, jego producenci powinni raczej znaleźć sobie inne zajęcie. W restauracjach północnego Cypru podaje się przeważnie białe i czerwone wina importowane z Turcji. Najlepsze z nich to Turasan i Peribacasî z Kapadocji, które ceni się wyżej niż ostrzejsze i nieco bardziej kwaśne, czerwone wino Yakut ze składów Kavaklîdere.
Piwa

KEO to niezłe piwo typu pilzner, sprzedawane w małych butelkach o pojemności 0,333 l lub większych - 0,645 l. W upalne letnie dni dobroczynne działanie KEO może okazać się zdradliwe, gdyż zawiera ono aż 4,6% alkoholu. Beczkowe KEO to zupełnie inny napój - wodnisty, pozbawiony mocy i smaku piwa butelkowego.

W butelkach 0,333 l i 0,645 l sprzedaje się też piwo Carlsberg, wytwarzane w miejscowym browarze. Ma ono taką sama zawartość alkoholu jak KEO. Obecnie jest dostępne również w wersji „Ice", którą należy kupować wyłącznie w supermarketach.

W północnej części Cypru turysta ma do wyboru tureckie piwo Efes, austriacki lager Gold Fassl, produkowany przez Cypryjczyków na licencji, a także mocny (5,2%) miejscowy pilzner Altînada. Bodaj jedyne importowane piwo, które można kupić po obu stronach zielonej linii, to drogi Heineken w małych butelkach o pojemności 0,25 l.
Wyroby spirytusowe

Najpopularniejszy przedstawiciel lokalnej wody ognistej to zivanía - niemalże czysty spirytus gronowy, który wytwarza się w ilościach daleko przekraczających potrzeby tutejszego rynku. Część produkcji trafia do miejscowego konsumenta po dodaniu przypraw pochodzenia roślinnego. Reszta jest skupowana przez rząd południa lub eksportowana do różnych krajów - na przykład do Rosji - gdzie zivanía służy do wzmacniania słabszych napojów alkoholowych. Ponadto KEO produkuje różne rodzaje wódek, chociaż na Cyprze nie brakuje mocnych alkoholi importowanych.

Peristani „31" (z małej wytwórni) i VSOP 12 (produkcji KEO) to dobre gatunki brandy, ale mieszkańcy wyspy wolą Five Kings - najlepszy i zarazem najdroższy wyrób KEO, lub Hadjipavlu Anglias, którą szmugluje się na północ razem z Five Kings. Brandy zaprawiona sokiem cytryny i kroplami angostury (sok z gorzkiej, aromatycznej kory drzewa południowoamerykańskiego) nazywa się brandy sour i podawana jest jako aperitif, cieszący się wielką popularnością wśród turystów. Niestety coraz częściej używa się gotowej zaprawy cytrusowej, choć nie dorównuje ona mieszance naturalnych składników.

Pośród wódek o bardziej nietypowym smaku warto wymienić Filfar - bardzo słodki aperitif pomarańczowy, a także Mosphilo, wytwarzaną na bazie rajskich jabłuszek.

Jedyna gorzelnia na północy Cypru to zakład w Famaguście, w którym produkuje się niezłą brandy, a także aperitif raki, w smaku podobny do ouzo.
       
[przewodnik.onet.pl]
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Le Sucre

poniedziałek, 21 września 2009
Zwyczaje żywieniowe starożytnych

Jedynym podobieństwem przepisów kulinarnych obecnych i starożytnych jest to, że zarówno teraz jak i wówczas, jedne spisywane były przez lekarzy sugerujących umiar i zdrowe odżywianie, inne przez sybarytów sławiących urok i rozkosz jedzenia. I tu kończą się wszelakie podobieństwa. Istniejące wówczas istotne ograniczenia w dostępie do edukacji powodowały, że sztuka czytania dostępna była wąskiemu, elitarnemu gronu rodzaju ludzkiego. Przeto poruszone poniżej tematy proszę traktować jako swoistą dykteryjkę, jako wąski wycinek antycznej obyczajowości, coś absolutnie marginalnego i wyjątkowego, egzystującego na obrzeżach obowiązujących reguł. Sztuka przyrządzania potraw przechodziła bowiem w sposób naturalny z pokolenia na pokolenie. Znajomość sposobów przygotowywania posiłków i ich receptur przekazywana była kolejnym generacjom w procesie ich socjalizacji, wraz z innymi umiejętnościami niezbędnymi do przeżycia w ówczesnym świecie. Jedynie domostwa naprawdę zamożnych ludzi mogły sobie pozwolić na zbytek w postaci kucharza (prawie zawsze niewolnika), planowanie menu i celebrowanie posiłków. Przytłaczająca większość spożywała to, co udało jej się nabyć i przygotować za posiadane znikome środki finansowe, albo co otrzymała w zamian za świadczoną pracę.

Nie zmienia to postaci rzeczy, że w okolicach V wieku p.n.e., nagromadzenie dóbr materialnych w rękach poszczególnych greckich rodów było na tyle znaczące, iż zamiłowanie do zbytku i luksusu przelało się także na propagowanie korzystania w pełni z uciech podniebienia. Pamiętajmy jednak, gdy wspominać będę o konkretnych przepisach, że nawet sól była wówczas dobrem z kategorii luksusowych. W tej sytuacji stworzenie przez niejakiego Mithajkosa pierwszej znanej cywilizacji zachodniej książki kucharskiej, zakrawa na wyczyn o wiele bardziej szalony, niż możemy sobie to wyobrazić. A to, że odniosła ona światowy sukces i przetrwała w pamięci ludzkiej jeszcze kilkaset lat, nie da się już nijak wyjaśnić, gdyż po prostu żaden jej fragment nie przetrwał do naszych czasów. Każdy jednak szanujący się antyczny autor tekstów kulinarnych, wiedzę swą i kunszt wywodził zawsze od znajomości dzieła Mithajkosa. Od tego też momentu, przez cztery kolejne wieki, następuje na terenach panowania kultury helleńskiej gwałtowny wzrost zainteresowania tą formą literatury. Literatury, gdyż dzieła owe nie są zazwyczaj suchym zestawieniem składników i procedur postępowania, ale często w formie opowieści snutych nad konkretnymi sprawami opisują co i jak było przyrządzane, spożywane, a wreszcie wspominane przez konsumentów. Jeżeli dodać do tego powszechną wówczas formę wierszowaną takich opowieści, łatwo chyba zrozumieć czemu mówimy o sztuce gotowania: na takich podstawach nie było po prostu mowy o ślepym odtwórstwie, jeżeli ktoś chciał z tak podanego przepisu skorzystać. To była podróż w nieznane. Okazjonalnie – śmiertelna.

Gdy Greckie państwa - miasta zaczynały ustępować pod naporem Republiki Rzymskiej, zachłanna kultura romańska wciągała bez opamiętania i selekcji prawie wszystkie zdobycze jej helleńskiej poprzedniczki. Podkreślając ksenofobicznie i absolutnie fałszywie wyższość własnej wartości nad podbijaną, bezkrytycznie przejmowała cały jej dorobek na własność, dokonując tak masowych plagiatów bądź piractwa intelektualnego (jak byśmy to dziś określili), że na podobne wydarzenie przyjdzie ludzkości poczekać aż do schyłku XX wieku i czasów komputeryzacji. Proceder ten nie ominął także spraw kuchni i gotowania. Dorobek Rzymian był w tym czasie nad wyraz skromny, z trudem zachowały się jakiekolwiek wzmianki o występowaniu zapisów kulinarnych w nieistniejących już dziełach Katona (starszego), a i te poświęcone były raczej związkom żywienia z rolnictwem, niż ucztowaniu i dogadzaniu sobie. Dopiero I wiek p.n.e. i wspomniane „piractwo” zaowocowały wzrostem zainteresowania w kulturze romańskiej żywnością i żywieniem, zaś ekspansjonizm i innowacyjność, typowa dla Imperium Romanum, wzbogaciły dotychczasowe treści o zalecenia w sprawie piekarstwa czy sposobów konserwowania żywności. Warto w tym miejscu w ramach ciekawostki wspomnieć, że np. określenie garum pochodzi z języka greckiego, po łacinie bowiem wyrób ów zwał się liquamen. Powszechnie jednak używano greckiego terminu.

Niewątpliwie najznaczniejszym pisarzem rzymskim, parającym się literatura kulinarną był niejaki Marek Gawiusz, zwany potocznie Apicjuszem. Jakkolwiek postać to barwna i nad wyraz ciekawa, znienawidzona przez wszystkich, ale uwielbiana przez właściwych nielicznych, kochanek Sejana – późniejszego prefekta pretorianów ! – oraz Druzusa, syna Cesarza Tyberiusza (choć to podobno złośliwe pomówienie), nad jego życiem nie będę się tu specjalnie zatrzymywał. Pozwolę sobie za to na przytoczenie wzmianki o jego śmierci autorstwa Seneki:
„Oto kiedy już sto milionów sestercji przepuścił na kuchnię, kiedy już liczne dary książąt i ogromne sumy z Kapitolu roztrwonił na poszczególne biesiady, wtedy dopiero przygnieciony długami, po raz pierwszy czuł się zmuszony zajrzeć do ksiąg rachunkowych i obliczył, że mu pozostaje dziesięć milionów sestercji. Jakby więc musiał żyć w ostatniej nędzy i głodzie, rozporządzając sumą dziesięciu milionów sestercji, trucizną zakończył życie” (przekład L. Joachimowicza).

Dla porównania nadmienię tylko, że np. współczesny mu Cesarz August, aby do stanu senatorskiego powoływać jedynie godnych temu mężów, podwyższył minimalną wysokość tzw. Stawki Senatorskiej z 800 tysięcy do 1,2 miliona sestercji. Niemniej, pomimo jego złej sławy i licznych przywar, potomność zapamiętała Apicjusza jako wyśmienitego kucharza i organizatora przyjęć. Jego troska o jakość świadczonych usług powodowała, że osobiście nadzorował czym, jak i kiedy karmione były zwierzęta hodowlane przeznaczone pod nóż w jego kuchni. W sosach nie miał sobie równych, co przy nagminnie występującej kiepskiej jakości mięsa miało fenomenalne znaczenie. Od jego imienia w całym Cesarstwie małe bułeczki (protoplasta kajzerek ?) oraz ciasta i inne wypieki nazywano apikia lub apikania. Fantazja kulinarna podsuwała mu pomysły na potrawy z grzebieni kogucich, pięt wielbłądzich, czy języków różnych ptaków. Natomiast rzetelność zawodowa chadzała niekiedy swoimi drogami, co widać poniekąd po przytaczanych przez niego sposobach zamiany wina czerwonego w białe, czy fałszowania miodów.

W dalszych częściach tej opowieści – o ile czas w przyszłości pozwoli – będę chciał przybliżyć Wam zarówno obyczaje żywieniowe Rzymian jak i kulturę przy stole. Dzisiaj poprzestanę na tym krótkim wstępie do tematu i na zakończenie, celem zilustrowania „w czym rzecz”, pozwolę sobie na przytoczenie przepisu z jego dzieła De re coquinaria na „wyborne wino korzenne”, wraz ze współczesnym komentarzem.

„Przyrządzanie wybornego wina korzennego: najpierw wlewa się do miedzianego naczynia dwa sextarii wina a następnie dolewa się piętnaście funtów miodu. W trakcie warzenia miodu zagotujesz wino. Miód z winem podgrzewa się na wolnym ogniu z suchego drewna* i miesza drewnianą łopatką. Jeżeli zacznie wrzeć, spryskuje się go niewielką ilością wina, ale również przestaje on wrzeć po zdjęciu z ognia. Kiedy wystygnie ponownie się go podlewa. Czynność tę należy powtórzyć trzykrotnie i dopiero wtedy – po zdjęciu miodu z ognia – odszumować go. Następnie dodasz cztery uncje mielonego pieprzu, trzy scipuli mastyksu, po jednej dragma krokusa uprawnego** i liści lauru, pięć prażonych pestek daktyli i tyle samo daktyli nasączonych winem. Wcześniej jeszcze dolejesz stosowną ilość wina do odpowiedniej jakości, aby mieszanka była łagodna***. Kiedy to wszystko zrobisz dolejesz osiemnaście sextarii słabego wina. [Niektórzy] dla poprawienia jakości dodają węgli drzewnych****”

Wagi:
sextarii - ciut więcej niż pół litra
funt - ciut mniej niż 1/3 kilograma
uncja - ciut więcej niż 25 gramów
scipulus - ciut więcej niż gram (najmniejsza jednostka wagi rzymskiej)
dragma - coś około 4,5 grama

[historica.pl]

poniedziałek, 13 lipca 2009
Lemonada
Właściwa historia napojów bezalkoholowych zaczyna się w roku 1676 w Paryżu, kiedy to znana, jak na ówczesne czasy, firma Compagine de Limonadiers uzyskała całkowity monopol na produkcję i sprzedaż napoju sporządzonego z niegazowanej wody mineralnej zmieszanej z sokiem świeżych cytryn. Nowo powstały napój zwał się, oczywiście, lemoniada i był sprzedawany z pojemników noszonych na plecach oraz podawany w małych kubkach. Pyszna, słodka i lekko kwaskowata lemoniada stała się obiektem uwielbienia tłumów w całej Francji, a szybko także i w innych krajach europejskich.

Lemoniada na początku XVIII wieku była już niemal wszędzie znana, ale na jej gazowaną wersję trzeba było czekać aż do roku 1767, kiedy to słynny przyjaciel Benjamina Franklina, doskonały chemik Joseph Preistley wynalazł wodę sodową. W trzy lata później szwedzki chemik Torbern Bergman wymyślił maszynę do produkowania gazowanej wody mineralnej. Od 1810 roku zaczyna się masowa produkcja gazowanej wody mineralnej, która staje się bardzo powszechna. Niemal w tym samym czasie zaczynają się efektowne próby łączenia gazowanej wody z sokami, zwłaszcza cytrynowym (dało to początek gazowanej lemoniadzie) oraz z różnymi ziołami.



foody.pl
niedziela, 17 maja 2009
Gdzie jeść na Cyprze?

Na Cyprze jada się obfite, lecz niewyszukane posiłki, które po kilku dniach mogą się znudzić. Na brak pomysłów kulinarnych cierpią przede wszystkim restauracje w popularnych kurortach (zwłaszcza na południu), które łączą w niezbyt szczęśliwy sposób tradycje brytyjskie i bliskowschodnie. Kuchnię cypryjską opanowały smażone ziemniaki; frytki podaje się tu praktycznie do wszystkiego. Rozczarowanych smakoszy przebywających na południu pocieszy natomiast bez wątpienia znakomite piwo, brandy i wino cypryjskie.

W północnej części Cypru restauracje podają nieco lżejsze posiłki i chętniej eksperymentują z mniej znanymi potrawami (przeważnie rodem z Turcji), ale i tak nie potrafią się obronić przed wpływem kuchni brytyjskiej.

Inwazja obcej tradycji kulinarnej uczyniła krzywdę nie tylko miejscowej kuchni, lecz także turystom, gdyż niejeden z przyjezdnych nie spróbuje smacznych i pomysłowych potraw podawanych w prywatnych domach i tradycyjnych restauracjach na prowincji, których nie wymieniają żadne znane przewodniki. Trzeba poświęcić trochę czasu i wydać nieco więcej pieniędzy, aby oszczędzić sobie wątpliwej przyjemności napychania żołądka przesmażonym jadłem pozbawionym smaku, którym karmi się turystów w większości restauracji.

Bardziej oryginalnych lub staranniej przygotowanych potraw należy szukać w lokalach prowadzonych przez imigrantów (zwłaszcza na północy, gdzie pracują znakomici i pomysłowi kucharze z Pakistanu), a także w odosobnionych zakątkach wsi na południu, gdzie miejscowych mieszkańców obsługują wiejskie restauracje, zwane exochiká kéndra, które oferują skromne, lecz bardzo dobre menu. Warto również zajrzeć do śródmiejskich ouzerí (inne określenie to mezé-house, czyli „bar mezé"), znanych na północy pod turecką nazwą meyhane, gdzie oprócz napojów serwuje się miejscowe specjały.

Mezé, barową wersję tych delikatesów, podaje się kolejno na nie więcej niż dwudziestu małych talerzykach, które donosi się, dokąd klient nie poczuje się najedzony. Jest to zwykle bardzo smaczny i dobrze przyrządzony posiłek, ale na południu do jednej „serii" potrzeba co najmniej dwóch, a czasem i czterech zamawiających.

Dania główne są z reguły obfite, a porcje frytek nawet nieco zbyt szczodre, co pozwala pogodzić się z dość wysokimi cenami. Cena wymieniona w karcie zwykle zawiera 10% napiwku i podatek VAT, który obecnie wynosi 8%.

Restauracje są czynne dość krótko, przynajmiej w porównaniu z lokalami w Grecji czy Turcji. Pora obiadowa (zarówno na północy, jak i na południu) trwa od 12.30 do 14.15, a kolacje podaje się w godz. 19.00-22.00 (a poza sezonem tylko do 21.30). Wyjątek stanowi południowa Nikozja oraz bary przy plażach, gdzie pora obiadowa trwa dłużej. Exochiká kéndra są czynne latem przez niemal cały dzień lub wieczór, ale często się zdarza, że wiosną lub jesienią wydają obiady tylko w weekendy. Zimą są przeważnie zamknięte, z powodu braku turystów.

[przewodnik.onet.pl]

wtorek, 10 marca 2009
Mediterranean Cafe
Joel Beckwith
   

sobota, 24 stycznia 2009
Karczochy

Grzegorz Ostrowski

  

Podobne są do ostu. Ale nie kłują. I bardzo dobrze smakują, nawet jeszcze lepiej. I są gatunkiem ostu. Warzywa, których najlepsze jest serce. Karczochy, bo nich właśnie mowa są dostępne w sklepach w zasadzie przez cały rok, najsmaczniejsze są jednak latem. I nie ma specjalnego znaczenia jakiej są odmiany - ważne by były świeże (mają wtedy soczysty, wyraźny kolor i ich liście do siebie mocno przywierają). Stare karczochy mają zbrązowiałe końcówki liści i nie są już tak bardzo smakowite.

Podobno karczochy są silnym afrodyzjakiem. Hmhm... jeśli ktoś chce, może sprawdzić. Swoje doznania po konsumpcji karczochów, za wyjątkiem smakowych, pozwolę sobie zachować jednak w tajemnicy.

Te, coraz popularniejsze u nas warzywa pochodzą z Sycylii, gdzie można jest spotkać dziko rosnące. Zaczęto je uprawiać w okolicach Neapolu w XV wieku.
Je się pąki kwiatowe tej rośliny. Istnieje wiele odmian karczochów - od bardzo małych w kolorze fioletowym o tępo zakończonych liściach (są tak delikatne, że nadają się do jedzenia na surowo), po większe czy nawet bardzo duże, z których trzeba oderwać kilka wierzchnich liści, by dostać się do miękkiego, smakowitego serca.
Świeże karczochy zachowają świeżość przez kilka dni, jeśli będą przechowywane z łodygami zanurzonymi w wodzie. karczochy bez łodyg należy włożyć do torby papierowej i trzymać w lodówce nie więcej niż 2-3 dni.

I tyle wiedzy nam wystarczy, by przejść do tego, co najważniejsze, czyli gotowania.
Gotowania karczochów. Nie jest to skomplikowane, wymaga tylko odrobiny czasu.
Małe karczochy możemy jeść na surowo pokrojone na ćwiartki, spryskane oliwą i posolone.
Doskonale sprawdzają się w sałatkach lub z sosem aioli. Mają jedną wadę - są jeszcze u nas potwornie trudno dostępne. Najczęściej możemy kupić karczochy większe, które wymagają ugotowane.
Robi się to w następujący sposób. Z dużych karczochów należy odciąć (najłatwiej robi się to nożyczkami) łodygę, następnie zaś twarde, zewnętrzne liści, oraz ostre końcówki pozostałych liści, które nie nadają się do jedzenia. I od razu miejsca, z których odcięto liście trzeba posmarować sokiem cytrynowym - jeśli się tego nie zrobi, zmienią swój kolor na ciemniejszy. Tak przygotowane karczochy trzyma się zakwaszonej wodzie (również sokiem cytrynowym) do momentu gotowania.
Karczochy gotuje się w osolonej wodzie od 25 do 45 minut (te największe). Należy je obciążyć - najlepiej mniejszą pokrywką, by całe były zanurzone w wodzie. W odcedzonym warzywie należy odgiąć środkowe liście i łyżką usunąć wkłóknisty środek.
Jeśli karczochy mają być faszerowane, środek usuwa się przed gotowaniem. Ugotowane napełnia się farszem i zapieka lub dusi pod przykryciem.

Ugotowane karczochy doskonale komponują się z oliwą, anchois, bazylią, jajkami, sokiem cytrynowym, parmezanem, kozim serem, rokpolem, pomidorami, rukolą, sosami na bazie majonezu. 

  

[mniammniam.pl]

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Prywatnie